Unreal-Fantasy.PL: Fantastyka - gry RPG, gry fabularne, gry PC, gry konsolowe, Twórczość, literatura

Nowości

Na krańcu świata - recenzja
Komentarzy: [0], 2012-05-21 14:03:29

"Dramatyczny, zakończony tragedią wyścig Roberta Scotta i Roalda Amundsena o zdobycie bieguna południowego do dziś rozpala wyobraźnię. Jedni widzą w nim historię o męstwie i nierównej walce człowieka z żywiołami, inni historię o obsesji i pysze, które doprowadziły do katastrofy. Badacze tematu ... (Czytaj więcej)
Poprzednie artykuły:
» Corvus. Życie wśród ptaków - recenzja (0)
» Kod Lucyfera - recenzja (0)
» The Darkness 2 - recenzja (0)
» Science Fiction Fantasy i Horror #78 - ... (0)
» Epic - recenzja (0)
» Transmigracja Timothy’ego Archera ... (0)
» Spoczywaj w pokoju - opowiadanie (0)
» Trylogia kosmiczna - recenzja (0)
» Księżyc prawdopodobieństwa - recenzja (3)
» Wróżebna Machina - recenzja (0)

Artykuły

Ostatnio komentowane:
» Killing Floor (3)
» Baltazar i Blimunda (6)
» Dziewiąty Mag (91)
» Księżyc prawdopodobieństwa (3)
» Intruz (72)
» Obywatel, który się zawiesił (1)
» Córka Krwawych (32)
» The Bestiarium (3)
» Honor złodzieja (4)
» Zmierzch (20)
Najczęściej komentowane:
» Dziewiąty Mag (91)
» Intruz (72)
» Córka Krwawych (32)
» Gone. Zniknęli. Faza pierwsza: ... (31)
» Yucatan (22)
» Zmierzch (20)
» Anioły i Demony (20)
» Andromeda znaczy śmierć (19)
» Piknik na skraju drogi (18)
» Ptaki w mitach i legendach (18)
Najpopularniejsze:
» Ptaki w mitach i legendach (41153)
» Intruz (37852)
» Karty postaci (36771)
» Dziewiąty Mag (36181)
» Mapy (33817)
» Solucja (29283)
» Artefakty (25990)
» Na sygnale (24373)
» Sierociniec (24340)
» Córka Krwawych (24189)

Więcej

Forum

Ostatnie tematy:

Losowe

Incydent Dark Reapera
Komentarzy: [0], 2009-06-23 00:12:40

"Siły Separatystów przeprowadziły zmasowany atak na pozornie nieistotną placówkę Republiki na Rhen Var. Anakin i Obi-Wan ewakuowali większość personelu, ale planeta została utracona."

Zapraszamy do lektury kolejnego rozdziału historii SW - (Czytaj więcej)
Dead Space - recenzja!
Komentarzy: [7], 2008-12-02 18:24:55

"Termin “Survival-Horror” nasuwa od razu na myśl serie Resident Evil, Silent Hill, albo Alone in the Dark. Wchodząc w świat „Dead Space” wcielamy się w Isaaca Clarke’a, który udaje się na pokład statku kosmicznego Ishimura po otrzymaniu sygnału SOS. Z początku statek ... (Czytaj więcej)

miastofantastyki
Blog Kali, wszystkie wpisy.

Ostatnio komentowane:
» Różności i próżności (8)
» Odcinek po-świąteczny (4)
» Mój Mały Projekt (3)
» O zmęczeniu, nieudanych projektach ... (4)
» Odcinek serialowy (3)
» Odcinek 2? (8)
» Reaktywacja! (1)
» Filmowe pogaduchy 3 (1)
» Filmowe pogaduchy 2. (4)
» Lekcja numer 2 (5)
Najczęściej komentowane:
» Filmowe pogaduchy 1. (15)
» Bo ja mam talent, czyli blogowy ... (13)
» Odcinek 2? (8)
» Różności i próżności (8)
» Powitanie? (6)
» Hooray for Hillywood! (6)
» Lekcja numer 1. (6)
» Lekcja numer 2 (5)
» O zmęczeniu, nieudanych projektach ... (4)
» Odcinek po-świąteczny (4)


Kali


Wpisów: 18
Komentarzy: 90
Wyswietleń: 61827


Kategorie:
blogi, film, gry i zabawy, internet, interpunkcja, kultura, literatura, mmp, muzycznie, od kuchni, ogólnie, seriale, warsztat pisarza, śmieszności,
Różności i próżności
Kategorie: literatura, mmp, ogólnie,
Komentarzy [8]

2012-02-24 21:09:02

 
Kolejny raz kazałam na siebie czekać, i na moje małe sprawozdanie z MMP też. Styczeń okazał się miesiącem pełnym wrażeń, takich przyziemnych, które zdecydowanie nie sprzyjały przyjemnościom. Dlatego też, gdy dziś mam się pochwalić osiągnięciami w czytaniu, nie jest mi wesoło i chwalić się nie mam czym. Do tej pory udało mi się przeczytać 1 tom (dla przypomnienia są aż 3) „Hrabiego Monte Christo” i zupełnie nie jestem z tego dumna. Luty, który nieubłaganie mija, nie popchnął mojego rocznego wyzwania do przodu — czasem bywa tak, i chociaż miałam cichą nadzieję na skończenie przynajmniej Dumasa, to nie ma takiej opcji. Smutne.
Zatem czas przyznać, że moje zadanie staje się coraz bardziej niewykonalne — nie widzę jakoś 38 pozycji w 10 miesięcy, oczywiście oprócz tzw. pozycji aktualnych. Mam dwie opcje: skrócić listę lub starać się przeczytać jak najwięcej. Skłaniam się bardziej ku drugiej opcji, z tego względu, że nie wiem co akurat uda mi się zdobyć. Na marginesie, sporo z tych książek jest dostępnych w wersji anglojęzycznej na feedbook — uznałam jednak, że to byłaby dla mnie męczarnia. Nie jest wstydem przyznać, że po kilku latach nie używania języka stał się on ubogi i „kanciasty” — obawiam się, że mogłabym nie zrozumieć wszystkiego, a to zawsze psuje frajdę z czytania.
Co do samego „Hrabiego” — bo słów kilka wypada powiedzieć — musze się przyznać, że początek był trudny. Przeszkodą okazała się narracja… zupełnie odzwyczaiłam się od takiego wszystkowiedzącego narratora, czytając głównie prozę bardziej współczesną. No i jeszcze te postacie! Dumas zaserwował gromadę bohaterów tak teatralnych, że aż sztucznych. Oczywiście po kilku rozdziałach to wszystko gdzieś ucieka i zostaje sama przyjemność czytania… w wannie. Dlatego boleję nad faktem, że jestem zmuszona na jakiś czas rozstać się z tajemniczym Monte Christo na rzecz kilku pozycji recenzenckich. Sama jestem sobie winna.
No ale przecież pozycje recenzenckie dobra rzecz. Obie obfitują w teorie awanturniczo-spiskowe i każda strona to przyjemność obcowania z nietuzinkowymi bohaterami. Tyle dobrego z przerwania MMP (bo trzeba to tak nazwać).
Ktoś jeszcze mi kibicuje?
 
Dalej o czytaniu. I krótko. W sieci pojawiła się akcja pt. „w tym roku przeczytam tyle książek ile mam wzrostu”. Autor miał fantazje, chociaż wiem, że są ludzie, którzy tyle czytają. Ja siebie nie widzę z 178 pozycjami… 
 
Moje zadziwiające kulinarne zainteresowania, prawdopodobnie nie nadają się na tego bloga. Bo kto by chciał czytać o gotowaniu (nie licząc mnie)? Ale to dobre miejsce, żeby się pochwalić. W końcu stałam się posiadaczką uroczej książki „Gotuj z Julią” Julii Child i jestem zachwycona! Szkoda, że nie jest to „Mastering the Art od French Cooking”, ale prawdopodobnie nie znalazłoby się w Polsce wydawnictwo, które porwałoby się na taką kobyłę… A mogłoby któreś się porwać. Kupiłabym bez zastanowienia.
I oczywiście nagle okazuje się, że nie posiadam brytfanny żeliwnej, która by mi się niezmiernie przydała, chociażby do Beuf Bourguignon…
 
A na koniec taki muzyczny bonus:
 

Autor: Kali
Wyświetleń: 669



Odcinek po-świąteczny
Kategorie: film, kultura, literatura, mmp, seriale,
Komentarzy [4]

2011-12-30 20:48:17

Jak tytuł wskazuje, jesteśmy już po świętach, a co za tym idzie, wielkimi krokami zbliża się noc sylwestrowa i pożegnanie z 2011. Ni mniej, ni więcej, czas podsumowań i nowych nadziei.
Wprawdzie miałam napisać tekst przedświąteczny, a potem już styczniowe MMP, ale jak to ze mną bywa zazwyczaj, plany mi się popsuły i efektem tego jest ten oto potwór-zanudzacz. Mam tylko nadzieję, że to określenie nie skazuje tej notki na niedoczytanie, bo chyba byłoby jej jednak smutno. Autorce trochę też…
Zanim jednak przejdę do podsumowania roku, podzielę się styczniowym planem dla MMP, o którym to była mowa w poprzednim wpisie. Pod uwagę brałam kilka pozycji z mojej listy, która się nieco powiększyła i ma teraz już 39 tytułów. Przyznaję, nie ułatwia mi to podjęcia decyzji, ani tym bardziej przeczytania wszystkiego w rok… ale postaram się i dlatego myśle pozytywnie. I już bez przydługich wstępów, szczęśliwcy stycznia:
A. Dumas — Hrabia Monte Christo, bo ekranizacja z 2002 roku. Trafiło mi się starsze wydanie trzytomowe i jakoś ono mnie przeraża, bo czcionka taka jakaś mało przystosowana do długiego czytania, i jeszcza łącznie to jest jakieś 1000 stron (o ile nie wiecej);
J. Hašek — Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej, tym razem tylko dwa tomy. Chyba dlatego, że tytuł jakoś za mną chodził i jakoś do tej pory nie miałam styczności z literaturą czeską, więc czas zacząć;
B. Stoker — Dracula, oczywiście z powodu nieskrywanej fascynacji wampirami i G. Oldmana! Zdobyłam oryginalną wersję językową więc szykuje się podwójne wyzwanie, bo od liceum nie czytałam powieści po angielsku.
I z góry, bez bicia przyznaję, że jak mi się uda to przetrawić w styczniu to będzie to cudem. Od lutego będę dodawać po 4 tytuły i starać się zacisnąć pasa w czytaniu. Kto trzyma kciuki?
 
Chciałam też podsumować jakoś ten rok 2011 — czasami trzeba, tak „kulturnie”. I jednocześnie kilka słów o oczekiwaniach na 2012.
Muszę przyznać, że to był dobry rok serialowy: oczywiście mam tutaj na myśli Grę o tron, wspomnianego już przeze mnie Wilfreda i niedawno zakończona 6 serię Dextera, którego ostatnio odcinek zostawił przeolbrzymi niedosyt. Pozostaje czekać do przyszłego roku, a konkretniej jesiennej ramówki (bo chyba wtedy wypuszczą wesołą siódemkę). Ale już w kwietniu czeka nas 2 sezon Gry o tron na podstawie Starcia królów — po siecią krążą pierwsze zapowiedzi.
Filmowo jakoś nie było u mnie zachwytu. Pobiegałam trochę po superbohaterach, trafił się nawet jakiś latający chińczyk w TV, ale na dobrą sprawę, prócz Genezy planety małp i najnowszych X-menów nic nie zostało w mojej głowie.
No cóż, za to 2012 zapowiada się dwoma Śnieżkami — i tutaj bardziej czekam na tą z nieszczęsną Kristen  S., ta druga (kolorowa i śpiewająca) jakoś mnie nie przekonuje… Poza tym Sherlock 2, Igrzyska śmierci (ekranizacja oczywiście, więc pewnie kiedyś skuszę się na książkę), Avengersi, Batman 3 i inne, a na sam koniec roku Hobbit. No kto na niego nie czeka?
I zamykam koło kolejnym marudzeniem książkowym.
Mój rok 2011, według półki na portalu LubimyCzytać.pl, kończy się na 20 pozycjach (skończy się na 21, bo dzielnie brnę przez Nowicjuszkę i to z niekłamaną przyjemnością). Niestety spis ten nie obejmuje przeogromnej liczby romansideł, które czytałam głownie w przerwach moich zmagań z magisterką, i jestem prawie pewna, że ich ilość przekroczyła kolejną 20 pozycji. I co tu dużo mówić, większość tych książeczek to literatura tak niskich lotów, że brakło dla niej miejsca nad powierzchnią ziemi… Ale bezmózgie czytadła dobrze działają na zmęczony umysł.
Na przyszły rok, oprócz MMP, zaplanowałam sobie kilka lżejszych, fantastycznych lektur — pewnie zabiorę się za więcej Trudi Canavan i zajrzę do wspomnianych wyżej Igrzysk śmierci, skończę trylogię Williamsa — Wieża Zielonego Anioła już czeka, i przypominając sobie Sługę Bożego, przeczytam 4 tomy opowiadań o Mordimerze.
Obiecuję też sobie, w końcu po ponad dwóch latach, zapisać się do lokalnej biblioteki miejskiej, bo nie wszystko da się kupić.
 
Na koniec pozostaje mi życzyć wszystkim szampańskiego i fantastycznego Sylwestra oraz wszelkich wspaniałości w Nowym Roku! I niech moc będzie z wami! (moje młode padawany)
 

Autor: Kali
Wyświetleń: 801



Mój Mały Projekt
Kategorie: literatura, mmp,
Komentarzy [3]

2011-12-10 15:37:09

Szarość mnie pochłonęła do tego stopnia, że zanim się spostrzegłam, minęły wieki od ostatniej notki. Jak mogłam tak opuścić moich ukochanych czytelników? Może powinnam zapytać, czy jeszcze jacyś mi zostali, jednak wolę to przemilczeć…
Po prawdzie to trochę mnie ktosik wystraszył swoim ambitnym podejściem do tematu — no i gdzie ja mam się teraz tu ładować z moimi pierogami i innymi zawijasami?
Jak ma się dużo wolnego czasu — zakładając, że wolnym czasem jest nudna praca — to czasami łażą po głowie różne dziwne rzeczy, np. czytanie zaległości, klasyki i innych podobnych. Właśnie w myśl tego czytania, zrodziła się we mnie idea listy „czas w końcu się za to zabrać”, na której (jak do tej pory) umieściłam sobie 35 tytułów. I stąd właśnie tytuł uroczej notki.
Pierwotnie lista miała być takim przypomnieniem, co chcę sobie przeczytać w jakimś najbliższym nieokreślonym czasie, i jakoś nie pokrywa się za bardzo z moją półką na LubimyCzytac.pl, która również takie zadanie pełni. Jednak mój umysł z nadmiaru czasu wymyślił sobie zupełnie coś innego. Wyżej wymieniona lista 35 pozycji staje się małym projektem na rok 2012 — zaczynając od stycznia mam zamiar wchłonąć wszystkie teksty w jeden rok! Co oznacza, że czekają mnie przynajmniej 4 książki na miesiąc (zakładając, że chcę też czytać nowości). Czy to w ogóle możliwe z moim słomianym zapałem? Bo muszę się do niego w końcu przyznać… No cóż, możecie obstawiać i robić zakłady.
Trochę więcej o pozycjach. Na liście znalazły się takie tytuły jak „Wehikuł czasu”, „Mechaniczna pomarańcza”, „Kocia kołyska”, „Traktat o łuskaniu fasoli”, „Upiór w operze” czy „Przygody dobrego wojaka Szwejka”.
Żeby nie było mi lekko, postanowiłam miesięcznie spowiadać się tutaj z moich listowych postępów — kto ciekawy, powinien szukać notek opatrzonych skrótem MMP. Plan na styczeń już jest, jednak opowiem o nim nieco bliżej pierwszego dnia roku.
A na koniec, tradycyjnie piosenka: ABC.

Autor: Kali
Wyświetleń: 857



O zmęczeniu, nieudanych projektach i innych niepotrzebnych rzeczach
Kategorie: gry i zabawy, internet, literatura, ogólnie,
Komentarzy [4]

2011-08-28 22:04:47


Czyli o tym, dlaczego nie ma mnie tyle, ile bym chciała…
Tradycyjnie już najlepsze pomysły na notki przychodzą mi jak dopijam kubek zimnej kawy, i jak powinnam robić zupełnie coś innego. Bo wtedy zawsze mogę poudawać, że jednak robię coś kreatywnego, coś co nie do końca jest niepotrzebne, bo przecież rozwija mnie samą. Prawda? (teraz jest ten moment, kiedy można się pośmiać z naiwności autorki tego wywodu)
A skoro już przy nałogach jesteśmy, bo za taki uznaję kawę, to zmarnowałam dziś kilka godzin grając z Zumę na fejsbuku… Chyba nie powinnam się do tego przyznawać.
Żeby nie było, że tylko wypisuję tutaj jakieś „bezeduuuury”, to ładnie odniosę się do tytułu tegoż wpisu i pomarudzę sobie na mój jakże ciężki los.
Numero uno, czyli zmęczenie i brak czasu, czyli coś zupełnie normalnego jak się spędza całe dnie w pracy. Bywa. Niestety nie pomaga mi to w prowadzeniu naszej wspaniałej strony na „fejsie”. Dlatego tak oficjalnie: jakby ktoś z redakcji chciałby mnie wspomóc zostając adminem naszej małej twarzy, to proszę się zgłosić.
I czy mogę już to zaliczyć do nieudanych projektów?
Numero … a jak będzie „dwa”? Jak widać moja wiedza czasami kuleje, a nawet bardzo. Z cyklu nieco prywatnych wynurzeń. Przez brak czasu wydłuża mi się lista książek do przeczytania. Pocieszające jest, że kończę właśnie „Tropiciela” i będę mogła zabrać się za „Atrofię” w tempie ekspresowym (gdyby czytała to moja promotor, to by mnie pewnie nie dopuściła do obrony, albo podziwiała mój spokój i, żeby nie być skromnym przez chwilę, niesamowitą jakość pracy magisterskiej). A potem odetchnę trochę przy tomiskach Martina — co dobrze się składa, bo już udało mi się zapomnieć połowę serialowej „Gry o tron” więc się chyba nie będę wszystkiego spodziewała w książce, plus różnice fabularne.
A ponieważ w pracy miewam dłuższe wolne chwile, to może ktoś mi coś jeszcze poleci do poczytania (tak jakbym miała mało na półce…). Najlepiej lekkie i przyjemne.
Z niepotrzebnych rzeczy, to jeszcze dodam: gram w „Dragon Nest” — kolejna rzecz, która zabiera mi czas, bo przecież mam go aż za wiele.
Z ciekawości: jak moi czytelnicy marnują czas?

Autor: Kali
Wyświetleń: 1964



Odcinek serialowy
Kategorie: internet, muzycznie, seriale,
Komentarzy [3]

2011-08-05 12:24:56

Postraszyłam chyba ostatnio dziwnym wpisem. Czasem tak mam. Ale tak jak obiecałam, w końcu postanowiłam napisać serialową notkę dla Nivo!
Szczerze, to zupełnie nie mam pomysłu na prezentację, zawsze wolę polecieć na żywioł, bo wtedy jest ciekawiej. Pozbyłam się już przytłaczającego podkładu jakim było Radio ZET (chociaż z rana to jakiekolwiek radio budzi najlepiej — polecam!), i przerzuciłam się na niejakiego Hata Motohiro. Ale nie bać się, japońskich seriali proponować nie będę.
No to może zacznę od serialu bardzo głośnego, chociaż krótkiego nawet jak na standardy HBO. Nikogo raczej nie zaskoczy ten tytuł  — „Gra o tron”. Dla mnie był o tyle fascynujący, bo nie znałam (i jeszcze nie znam, bo czeka w kolejce) książki — konkretniej nie czytałam. Się nie będę rozpisywać, bo wspominałam już o nim 2 notki temu.
Lecąc dalej, i pozostając w obszarze produkcji HBO, powiem „True blood”. Zaczął się 4 sezon, a w sumie to jest chyba tak w połowie i jest nieco lepiej jak w sezonie 3. Ogólnie to z czystym sercem polecam 2 pierwsze serie, potem to już na własną odpowiedzialność, bo mnie 3 już trochę nudziła. Ale są krwiożercze wampiry, postacie drugoplanowe są nieziemskie (uwielbiam Pam!) i ogląda się to całkiem całkiem.
Kolejny „must watch” to „Dexter”. Jak ktoś lubi kryminalne klimaty, krew, dialogi tryskające humorem, to ten serial jest dla niego. Szykuję się właśnie na wrześniowy sezon 6 i jeszcze mi się serial nie znudził! Kluczem są chyba krótkie sezony, jak mają 12-13 odcinków, to się widz nie zdąży zmęczyć.
No to teraz będzie nieco inaczej, może dziwniej, a może babsko (!), bo wkraczam na teren nierozumiany przez wielu. Czas na blok serialowy internetowo-dziwaczny, którego mój prywatny mężczyzna nie potrafi pojąć.
Numer 1, czyli właśnie odpalili 5 sezon, czyli „The Guild”, czyli o tym, jak wygląda życie maniaków MMO. Dla mnie przezabawne. Nagradzany serialik o kilkuminutowych odcinkach, który można znaleźć tutaj. Na YT był dostępny z polskimi napisami, możliwe że nadal jest, nie sprawdzałam.
A dla lubiących śpiewać „Glee”. Tak, przyznaje się, oglądam, i mi się podoba! Taki trochę babski serial, i to jeszcze dla uroczych 17latek (będę zatem udawała, że tyle mam itd.). Z całego pomysłu chyba najbardziej podobają mi się właśnie piosenki, których zawsze jest kilka w odcinku. Na wrzesień szykuje się już 3 sezon, a w miedzy czasie w kinach ma pojawić się film w 3D opowiadający o trasie aktorów z serialu. Brzmi dziwnie, ale jest. No to jak Nivo, piszesz się na „Glee”?
Na zakończenie coś innego, coś nowego. Serial „Wilfred” o pewnym dziwnym facecie (w tej roli Eljah „Frodo” Wood) i jego kumplu psie. Więcej nie zdradzam, polecam obejrzeć chociaż jeden odcinek  (tylko 20 minut).
A już na zakończenie zakończenia, tradycyjnie piosenka — klikać.
 

Autor: Kali
Wyświetleń: 2345



Wyznanie Autorki
Kategorie: od kuchni, ogólnie,
Komentarzy [0]

2011-08-02 10:40:59

Obiecałam w komentarzach odcinek serialowy, ale się nie chciał ładnie skleić, więc chwilowo wycięłam go z programu. Postanowiłam przykleić coś wyznaniowego (!), tak z okazji sporej ilości pisania i innych zajęć.
Wszystko pięknie, ale czemu muszę poświęcić teraz, właśnie teraz, moje 120% zapału na pisanie naukowe? Kiedy mi się w głowie roją TAKIE historie! Siatka zdarzeń rozprzestrzenia się dalej, i dalej, i dalej, i dalej… Przez co oczywiście zaniedbałam naszych drogich fejsbukowych słuchaczy i inne zbiorowiska UFowe. Nie łamcie się jednak! Tak łatwo się mnie nie pozbędziecie i nawet praca nie jest mi straszna! W końcu jest jeszcze szalona noc, nawet nie jedna.
A co do naszego facebook’a, to może tak jakaś mała akcja promocyjna drodzy czytelnicy i użytkownicy?
Ponieważ dziś robię wyznaniowy odcinek, to teraz coś osobistego. Lubię gotować. I z tej okazji raz na jakiś czas postanowiłam dać sobie wyzwanie kulinarne. Więc było pierwsze: pierogi z mąki kukurydzianej z farszem mięsno-paprykowym. Nie polecam mąki kukurydzianej na ciasto, nawet w wersji pół na pół z pszenną — ma tendencję do rwania się…
 
A wy czym zajmujecie się jak nie piszecie i nie czytacie? Ja czasami jeszcze pogrywam w League of Legends.
 
Jak widać dziś było krótko, ale za to jak treściwie!… Do następnego moi mili. I na koniec ciekawa piosenka: klik.

Autor: Kali
Wyświetleń: 1406



Odcinek 2?
Kategorie: film, internet, kultura, literatura,
Komentarzy [8]

2011-07-05 10:05:25

Jak pewnie ktoś już zauważył, reaktywacja tego bloga wiąże się ze zdecydowanym rozluźnieniem stylu. Nie mam przed nazwiskiem „prof. dr hab.”, więc nie musze się spinać. No i mam pierwszego stałego czytelnika. Co za zaszczyt!
Miałam kilka pomysłów na ten kawałek bloga. Miało być o goleniu wąsa (i nie chodzi mi tutaj o golenie Siary), miało być coś dla opornych, miało być nawet o „Książkach”. I pewnie coś się z tego pojawi, bo inaczej nie byłoby sensu nawet wspominać o tak uroczych tematach zajęć.
Siedząc sobie w zaciszu komputerowego kącika, z poranną kawą w kubku, przyznam się bez bicia, że nie czytam prasy. Zdarzyło mi się kupić jakąś „Nową fantastykę”, a nawet jedne numer „Magazynu fantastycznego”. Ba! na półce z książkami są nawet dwa numery polskiego „Fantasy & Science Fiction” (1 i 4 dla ścisłości), ale miłością do żadnego nie pałam. O mądrej prasie nawet nie wspominam…
Przywołane wyżej „Książki” jednak mnie zaintrygowały, znalazłam w kiosku na półce ostatni numer, samotnie upchnięty za stertą dziwnych gazet, i kupiłam. I przyznam się bez bicia (znów), że całego nie przeczytałam. Zdążyłam jednak znaleźć w „śmietnisku” kilka opinii na jego temat — uwielbiany (?) przez wszystkich artykuł o lekturach szkolnych nie wydawał mi się wcale agresywny, a raczej prawdziwy i życiowy. Może jestem jakaś znieczulona? Może i autor chlapnął kilak nieprzemyślanych słów — kto mu broni?
Pewnie w końcu całe „Książki” przeczytam, i pewnie nawet kupię numer drugi dla porównania. A co mi tam.
Z zupełnie innej beczki. Pochwalę się moimi internetowymi ścieżkami. To tak już lżej, dla fanów powieści paranormalnych, czyli prawdopodobnie dla żeńskiej części publiczności (jest ktoś taki?). Regularnie zaglądam tutaj: www.paranormalbooks.pl i się tego nie wstydzę. Nie ma co się rozpisywać, wystarczy wejść i wiadomo co i jak.
Kolejny blok tego wpisu też nie będzie długi. Jesteśmy już 2 tygodnie po zakończeniu „Gry o tron”. Oficjalnie chcę więcej! Jak to tak mogło być tylko 10 odcinków? I przy okazji, podobał mi się ten tekst — więcej recenzji nie szukałam, może by tak ktoś dla UF?…
W kinach mamy już trzecich Transformerów, niektórzy z utęsknieniem czekają na Pottera 7.2, a ja się zastanawiam, gdzie się podziało zainteresowanie filmami? W tych naszych obrazkowych czasach, to aż zadziwiające! 
A na zakończenie…
Mój drogi Stały Czytelniku, nie myśl sobie, że o Tobie zapomniałam. W tym miejscu na podziękowania (jak w każdej dobrej powieści), jest miejsce na piosenkę z dedykacją dla Ciebie. Oto Bracia Figo Fagot w utworze „A gdybym zgolił wąs" . Miłego słuchania!

Autor: Kali
Wyświetleń: 4267



Reaktywacja!
Kategorie: ogólnie,
Komentarzy [1]

2011-06-17 19:12:23

UF Blog: Reaktywacja
Reż. Iw. Kali
 
Każdy wraca na stare śmieci. A przynajmniej każdy by chciał. Może nieco przesadzam, ale w końcu powroty mają w sobie coś niezwykłego, przepełniającego takim CZYMŚ! Zakładając, że są pozytywne. O innych przynajmniej nie mam zamiaru mówić, bo i po co?
Tak się składa, że powinnam zostać mistrzem powrotów. Albo przynajmniej ich prób, bo część z nich była zdecydowanie nieudana (nawet nie powinnam wspominać, ale szczerość to podstawa!).
 
Z okazji (prawie już) zakończonego urlopu, wracam na UFo z uśmiechem, lekką nutą sentymentalnej radości i szokującym zapałem. Wprowadzam się znów w te blogowe cztery kąty, razem z garstką dziwnych rad i dobrych myśli. I jeszcze z nadzieją, na skromne grono czytelników, których nie zniesmaczy moja dziwność.
 
I na dzień dobry mały cytat, który jakoś mnie zainspirował:
 
Czytanie, to czytanie… wiadomo, coś więcej niż uzależnienie, raczej jedna z funkcji organizmu. A jednak pisanie… to już coś zupełnie innego. Pisać muszę – podobnie jak czytać – ale jest w tym coś z wydalania. Opróżniania głowy z historii, cudzych losów, postaci namolnych.
By Chepcher Jones (http://7smoki.eu/?p=2646)
 
Ja zauważyłam (może nie do końca w odniesieniu do powyższego, malowniczego cytatu), że Bohaterowie, to takie straszne cholery, które żyją własnym życiem i czasami uciekają z zaplanowanych fabuł. I nijak nie chcą się dopasować — chociaż błagam o odrobinę współpracy. Ale w końcu Kreacje nigdy nie słuchają Stwórcy — patrz klasyczny przypadek Edenu.
 
Dość o mnie i moich krnąbrnych tworach. W końcu każde dziecko ma swoje zdanie.
 
Na zakończenie przesyłam podziękowania jedynej w swoim rodzaju A. R., za nieświadome podrzucenie mi tekstu Ch. Jones ;) I do zobaczenia w kolejnym odcinku.

Autor: Kali
Wyświetleń: 2127



Filmowe pogaduchy 3
Kategorie: film, kultura,
Komentarzy [1]

2010-04-30 21:42:03

czyli jazda po kinie.

Za nami już 1/3 raku, która obfitowała w ciekawe produkcje filmowe, co powodowało niemałe wyzwanie dla przeciętnego kinomaniaka, pt. „Na co dziś idziemy do kina?” Wybór czasami był trudny i wygląda na to, że będzie trwał. Ale mniejsza o to.

Dzisiejsze wywody pożeracza filmów, zacznę od podsumowania pierwszej części roku, czyli minionych 4 miesięcy. Oczywiście nie mogłam przegapić takiej produkcji jak Avatar i po długim okresie dobijania się do jedynej sali IMAXu w mieście, mogłam wniknąć w świat an ekranie. Nie będę odkrywcza, jak powiem, że to „dzieło” jedzie na efektach specjalnych i bez nich by się nie sprzedał. Po tym jak zobaczyłam pory skóry naszych, może i nie małych, ale za to na pewno niebieskich przyjaciół, byłam usatysfakcjonowana i zachwycona.

Kolejną produkcją, jaką świadomie wybrałam na duży ekran był osławiony prywatny detektyw, nie kto inny jak Sherlock Holms i jego wierny przyjaciel Pan Watson. Duża dawka rozrywki. Miejscami było zabawnie, ale film to głownie akcja i świetne role Roberta Downeya Jr. oraz Jude'a Lawa. Wychwyciłam również jednego z „bad guys”, czyli Hansa Mathesona, który wcielił się w młodego Lorda Cowarda (zapamiętany przeze mnie rolą Mordreda w Mgłach Avalonu – takiej twarzy i tej mimiki się nie zapomina). Takie filmy lubię — gwarantują dobrą rozrywkę na tu i teraz.

Dalej był oczywiście Wilkołak. Kilka razy powiało grozą. Niestety z filmu zapamiętałam tylko rolę Anthony'ego Hopkinsa (to spojrzenie, ten uśmieszek!) i księżyc w pełnie, gdy wracałam już z kina. Może i pozycja nie wbiła w fotel, ale zasługuje na wzmiankę.

Aż nastała długo wyczekiwana Alicja w Krainie Czarów. Film, po którym sobie wiele obiecywałam i... strasznie się zawiodłam. A gdzie ten Tim Burton, który stworzył chociażby Sok z Żuka? Nie ma. Produkcja zbyt łagodna, bez tego mrocznego pazura tak charakterystycznego dla tego reżysera. Wielka szkoda. Nawet 3D nie uratowało tej pozycji w moich oczach, ale to może dla tego, ze dla odmiany wybrałam cyfrowe, by nie czekać 2 tygodni na miejsce w IMAX'ie i by dokonać osobistego porównania obu. Dodatkiem zniesmaczającym mógłby być polski dubbing (Depp z głosem Pazury? bleh), na szczęście wolałam napisy.

I zupełnie nieoczekiwanie moje oczy ujrzały Starcie Tytanów. No może nie tyle nieoczekiwanie, co nieplanowanie. I jakżeby inaczej znów mamy 3D... Będę nieco okrutna. Wizualnie to i owszem, w zasadzie wszystko było całkiem ciekawe, całkiem ciekawa obsada. Jednak zakończenia jakieś takie hmm... nijakie mi się zdało. I to chyba tyle o tej produkcji, film nie zostaje w pamięci zbyt długo.

Dodatkowo gdzieś tam mimo wszystko przyplątał się Percy Jackson oraz Księżniczka i żaba. To drugie mnie dość pozytywnie zaskoczyło. Wykruszyły się z mojego planu takie produkcje jak: Parnassus, Agora, czy Jak wytresować smoka?

Co na następnych kilka miesięcy?
Już jutro Iron Man 2. Nieśmiało zastanawiam się nad polskim Handlarzem cudów i Ondine (tutaj tylko akcent polski w roli Alicji Bachledy-Curuś). W zapowiedziach pojawia się mocno reklamowany Robin Hood oraz nowe wcielenie Koszmaru z ulicy Wiązów. Prawdopodobnie w lipcu nie zabraknie mnie na seansie Zaćmienia (3 część miłości Edzia i Belli) oraz czwartego Shreka. Dalej szykuje się Ostatni władca wiatru, by rok zakończyć takimi filmami jak: Dorian Gray, Harry Potter i Insygnia śmierci część 1, Opowieści z Narnii: Podróż Wędrowca do Świtu.

Na zakończenie pozostaje mi życzyć wszystkim przyjemnych seansów filmowych. Kolejne pogaduchy już niebawem oraz dawno zapowiadana „Lekcja numer 3”.

Autor: Kali
Wyświetleń: 4575



Filmowe pogaduchy 2.
Kategorie: film, kultura,
Komentarzy [4]

2010-01-07 20:47:48

Zazwyczaj podsumowania robi się pod koniec danego okresu. Rok 2010 mamy już od kilku dni, więc zamierzam podrzucić wam kilka moich „niesamowitych” myśli na temat tego co się wydarzyło i tego co ma się wydarzyć w filmowym światku.

No to zatrzymam się teraz na roku 2009, a w zasadzie na jego drugiej połowie (bo jak niektórzy pamiętają, gdzieś w czerwcu pojawiły się „filmowe pogaduchy 1”.

Do dzieła!

1. Rozliczenie
Bo kiedyś trzeba podsumować to, na co się czekało – było to nieco dawno, więc pewnie moje oceny będą już wytarte…

„Transformers: Zemsta Upadłych”
Byłam jak najbardziej zadowolona z seansu. Świetne efekty, nieco humoru. Tekst „Jestem pod… moszną wroga” utkwił mi w pamięci i pewnie tam już zostanie. Czy spełniło oczekiwania? Jasne, bo liczyłam na jednorazową rozrywkę.

„Harry Potter i Książe Półkrwi”

Ha! Były napisy!  W końcu się doczekałam. Jak wspominałam, Potter to dla mnie już sentyment, ale z tej części zrobili zabawną historię o nastolatkach i ich sercowych rozterkach. Trudno mi ocenić ten film, ale seans był przyjemny: duży ekran i popcorn robią swoje.

„Księżyc w nowiu”
O tym się już wypowiadałam tutaj. Ale powtórzę: porażka. Spodziewałam się czegoś o niebo lepszego.

2. Dodatkowe atrakcje.
Seanse niespodziewane i…

„Zombieland”

Ubaw po pachy! Przedni film. Dawno się tak w kinie nie uśmiałam. Jeśli ktoś nie widział, a ma okazję, to polecam.

„Bękarty wojny”
Może trochę z innej beczki, ale film ma w sobie to coś. Połączenie Tarantino i Pitt – byłam ciekawa co z tego wyjdzie i zaskoczyłam się pozytywnie. Uroki kina niezależnego. Film dość szybko wypuścili na dvd, więc jest już dostępny na wyciągnięcie ręki.

…powtórka z rozrywki, czyli zaległości odrabiane na dvd. Tutaj jednak pozwolę sobie na szybki skrót. Zahaczyłam o: „Gwiezdny pył”, „Ziemiomorze” (miniserial, którego nie można nazwać ekranizacja i nie powinno się, po więcej zapraszam tutaj), „Eragon”, „Źródło”, „Zaczarowa” i kilka innych.

3. Zapowiedzi 2010

Typów jest sporo, i jako biedna studentka pewnie będę musiała wybierać. Smutna rzeczywistość czasami boli. Ale jestem dobrej myśli. Oto i filmy, z krótkim komentarzem:

„Avatar” - jest już w kinach i wybieram się na dniach by go obejrzeć.

„Parnassus” – obraz intryguje mnie jak tylko może.

„Księżniczka i żaba” – animowana produkcja Disney’a, prawdopodobnie zostanie wycięta z planu kinowego.

„Sherlock Holmes” – zabawny i efektowny zwiastun, ale obawiam się, ze nic więcej nie będzie miał w sobie.

„Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Złodziej Pioruna” – czyżby następca Pottera? Tego chcę się dowiedzieć.

„Wilkołak” – klasyka horroru w nowej odslonie.

„Alicja w Krainie Czarów” -  moje ulubione trio: Burton, Depp i Bonham Carter, a dodatkowo Rickman.

„Agora” -  tu z kolei Rachel Weisz.

„Jak wytresować smoka” – nieco humoru w animacji 3D.

Autor: Kali
Wyświetleń: 6989



[1]   [2]   


[Następna] [Ostatnia]

Polecamy


"Morska straż", A. Tchaikowsky

Główne Menu

» Strona Główna
» Redakcja
» Kontakt
» Współpraca
» Patronaty
» Reklama
» Partnerzy
» Linki
» Forum
» Kanał RSS

Logowanie

Czym jest system i dlaczego warto założyć w nim konto?

Nie masz konta? Zarejestruj się!

ID
Hasło
Zapomniałeś hasła? Kliknij tutaj!

Blogi

» KONY Che Guevarą roku 2012 (5)
» Różności i próżności (8)
» Zgubiłem Oscara (3)
» Mój filmowy 2011 (8)
» Odcinek po-świąteczny (4)
» Mój Mały Projekt (3)
» Lato z książką, czyli co ... (6)
» Lato z książką, czyli co ... (5)

Więcej

Galerie

Ranking galerii:


Diamencik (6)
2. Kontrola (5.75)
3. Jalathion (5.75)
4. Smok drzewny (5.73)
5. katedra (5.73)

Więcej


Galerie:


kierunki (0)

» Za ciemno (0)
» Żelazko (5)
» Wiosło (2)
» Wiosło (15)

Więcej

Ranking stron

1. sesje RPG - forum
2. Ostatni Bastion
3. moja galeria po prostu
4. P.O.G.R.O.M.
5. Samookaleczenia

Więcej

KELTHUZZAR - epic slavic metal
KARTY PLASTIKOWE, kapitalizm - ayn rand, psycholog łódź, nauka jazdy łódź, ochrona przeciwpożarowa Bielsko-Biała, ochrona przeciwpożarowa Bielsko-Biała, diablo 3 download, gołębie pocztowe, gry komputerowe, meble systemowe, meble do pokoju, dentysta Szczecin,